::księga gości::

2007
styczeń
2006
wrzesień
maj
kwiecień
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
lipiec
czerwiec
kwiecień
marzec
styczeń
2004
grudzień
Czas na zmiany

Nowy rok, nowy blog. Serdecznie zapraszam na mój nowy blog, tym razem dla odmiany za oceanem. Tematyka szersza, częstsze up-date'y oraz inne liczne atrakcej dla P.T. publiczności czekają pod adresem

kubajanicki.wordpress.com


kubajanicki 2007-01-08 00:04:20
skomentuj (1)
Dzikie grzyby, dziki szał

Kilka dni temu na pokładzie samolotu z Paryża do Warszawy – wyjątkowo jak na tę obsługiwaną przez wielu przewoźników trasę obłożonego podróżnymi – wypadło mi zasiąść obok pary wyglądającej na typowych dalekowschodnich turystów. Jako że bez bicia przyznaję się do problemów z, banalnie ponoć prostym, odróżnianiem od siebie mieszkańców poszczególnych krajów tego regionu, wziąłem ich za południowokoreańskich turystów, przemierzających wszerz i wzdłuż Europę z cyfrowym aparatem w jednej i garścią euro w drugiej ręce.

Jakież było moje zdziwienie, gdy krótka rozmowa całkowicie obaliła koreańsko-turystyczną teorię. Moi współpasażerowie, bardzo skądinąd sympatyczni i kontaktowi, okazali się przedstawicielami chińskiej firmy produkującej i sprzedającej dzikie grzyby, w drodze na targi Polagra w Poznaniu. Wyruszyli na nie ze wskazaną przez kierownictwo misją nawiązania kontaktów handlowych, ale także wybadania przeciwnika – gdyż Polska jest dla ich firmy nie tylko potencjalnym rynkiem zbytu, ale także największym ponoć konkurentem na nie znającym litości grzybowym rynku.

Na luźnej pogawędce o perspektywach rozwojowych Chin (pewnych i wysokich) oraz Polski i jej najbliższych okolic (w moich ustach równie pewnych i wysokich, choć to raczej kurtuazyjny gest czy też raczej obowiązek wobec Ojczyzny, niż przekonanie o nieuchronności sukcesu skłoniły mnie do superlatyw) upłynęły nam ze dwie godziny lotu.

Morał? Bardzo prosty. Jeśli niewielkie chińskie firmy z niszowych sektorów są skłonne delegować swoich pracowników na niezwykle kosztowne wyprawy do Polski tylko w celu wstępnego wybadania rynku, to stwarza to wielkie potencjalne możliwości dla wszystkich, którzy skłonni by byli poświęcić się ułatwianiu przepływu biznesowych informacji między Państwem Środka a Europą Środkową... Chętnych do współpracy zapraszam.


kubajanicki 2006-09-15 01:25:01
skomentuj (2)
Aspołeczna nieodpowiedzialność antybiznesu

Do skreślenia poniższych uwag zainspirowało mnie kilka lektur z ostatnich paru tygodni: zamieszczony jakiś czas temu w „Rzeczpospolitej” wywiad z filozofem i orędownikiem zdrowego rozsądku Frankiem Furedim, interesujące wprowadzenie do libertarianizmu autorstwa Davida Boaza oraz tekst opublikowany we wczorajszym „Dzienniku” przez Zdzisława Najdera.

Niechętny liberałom Najder, odnosząc się do idei solidarności społecznej zacytował fragment encykliki Jana Pawła II „Centesimus annus”, mówiący o konieczności wytworzenia innych niż tylko ekonomiczne więzi między pracownikami przedsiębiorstw oraz między ich właścicielami a społeczeństwem.

Te słowa, z uważanej skądinąd za bardzo liberalną w wymowie encykliki, skojarzyły mi się z bardzo ostatnio popularną ideą CSR – Corporate Social Responsibility, czyli społecznej odpowiedzialności biznesu (o której to zresztą już kiedyś tu pisałem). Zgodnie z nią współczesny biznes potrzebuje umocowania etycznego w społeczeństwie, swego rodzaju glejtu, który uzyskać może poprzez realizowanie społecznych celów ubocznych wobec swojej zasadniczej działalności – mogą to być projekty charytatywne, ekologiczne, edukacyjne itp.

Propagatorzy CSR nie ograniczają się jednak do wskazywania dobrych praktyk czy przykładów – dążą raczej do sytuacji, w której każdy, kto nie jest w stanie wylegitymować się odpowiednio szczytną działalnością, stanie się z urzędu podejrzany o bycie antyspołecznym. Słowem, według miłośników CSR biznes nastawiony na zysk jest ze swojej natury szkodliwy społecznie i, jako zło, wymaga równoważenie dobrem: pro bono.

Trudno o większe nadużycie. Biznes – w sensie wolnego rynku - jest sam w sobie dobrem, bo instytucja firmy jako taka jest odpowiedzialna społecznie w najbardziej dosłownym rozumieniu tego terminu: stanowi odpowiedź na zapotrzebowanie społeczne, dostarczając oczekiwanych produktów i usług, które podnoszą jakość życia.

To nie wszystko. Biznes daje ludziom zatrudnienie, nagradza kreatywność, ale i uczy współpracy – bo każda firma, żeby pozostać konkurencyjna, musi grać zespołowo. Metody zarządzania stawiające na umiejętności i zdolności poszczególnych członków załóg pracowniczych (np. japońskie) nie są wynalazkiem speców od CSR ani nawet związków zawodowych, ale technologów zarządzania. Współpraca jest tu środkiem dążenia do zysku, a nie samoistnym celem – ale czy komuś poza ideologami to przeszkadza?

Jest wreszcie biznes odpowiedzialny społecznie, bo płaci podatki – tym większe, im więcej zarabia. To właśnie podatki są społecznym haraczem narzucanym na przedsiębiorców, to jest ich obowiązkowy wkład w „dobro wspólne”. Cała reszta zależy wyłącznie od dobrej woli firm – chwała im za to, kiedy ją okazują, ale nie muszą. Dość już czynią dobrego.

kubajanicki 2006-05-09 10:52:54
skomentuj (0)
Philips z konopi
Skarżyłem się już tu kiedyś na ciągnące się w nieskończoność bloki reklamowe przed rozpoczęciem kinowego seansu – sytuacja, w której nie dość, że zapłaciliśmy za bilet, to jeszcze oglądania reklamówek w żaden sposób uniknąć nie możemy, jest wyjątkowo irytująca.

Tymczasem kilka dni temu w „GW” przeczytałem o istnym kuriozum: wynalezionym przez Philipsa dekoderze telewizji cyfrowej, który uniemożliwia zmianę kanału. Nie w trakcie trwania filmu, wtedy droga wolna, ale podczas bloku reklamowego. Obecnie szacuje się, że ok. 50% odbiorców zmienia w tym czasie kanał, coraz więcej osób korzysta też z opcji nagrywania z automatycznym pominięciem reklam. Wystarczy im to uniemożliwić – pomyślano sobie zapewne w dziale R&D Philipsa - a widownia bloku reklamowego wzrośnie dwukrotnie! Oto triumf logiki rodem z Dilberta...

Przyjrzyjmy się kilku losowo wybranym nasuwającym się pytaniom:

1.
Jak ujawnienie tego patentu i chęci jego wprowadzenia na rynek ma się do programu PR Phillipsa? Czyżby gigant elektroniki konsumenckiej chciał być postrzegany jako firma, która do spółki z nadawcami telewizyjnymi zmusza do ludzi do oglądania reklam?

2.
Czy ktokolwiek przeprowadzał kiedyś badania dotyczące postrzegania reklam – i reklamowanych marek – których oglądanie jest wymuszone? I czy nie możemy wyciagnąć własnych wniosków bez dostępu do takowych badań?

3.
Czy w świecie, w którym przekazy medialne stają się coraz bardziej zindywidualizowane (patrz wynalazki typu TiVo czy inne TV-on-demand) ma jakikolwiek sens wymyślanie metod i narzędzi opresyjnych – „musisz obejrzeć tę reklamę”? Czy może jednak sposobem jest personalizowanie także przekazu reklamowego – „masz ochotę obejrzeć tę reklamę” – jak się to czyni np. kręcąc specjalne wirusowe wersje reklamówek?

Na te pytania każdy musi odpowiedzieć sobie sam. Za swój pożal się Boże wynalazek – o ile go zawczasu nie porzuci - odpowiedzieć będzie musiał Philips.

kubajanicki 2006-04-25 13:34:07
skomentuj (4)
Jeden procent

Gdy mowa o ekipie Leszka Millera trudno znaleźć wiele pochlebnych słów – kilka jednak na pewno należy się jej za umożliwienie odliczania od podatku 1% przekazanego na organizacje pożytku publicznego. Ten jeden procent – wartość w przypadku pojedynczego, przeciętnie zamożnego podatnika nikła – w przeciągu dwóch lat doprowadził do rewolucji w dziedzinie społecznej komunikacji organizacji charytatywnych.

Oto – już na dobre dwa miesiące przed upłynięciem terminu rozliczania się z fiskusem – zewsząd atakowani jesteśmy komunikatami marketingowymi organizacji walczących o nasz jeden procent. Dzieci, bezdomni, kombatanci – w imieniu ich wszystkich dobrzy ludzie zwracają się o nasze wsparcie, odkrywając jednocześnie przed oczami szerokiej publiczności rosnącą prężność i sprawność polskiego sektora publicznego. Obok niewielkich, po amatorsku zarządzanych organizacji, czasem aż wzruszających naiwnością swych marketingowych poczynań, wyrastają takie, które potrafią profesjonalnymi zabiegami reklamowo-pijarowymi dotrzeć do serc, umysłów i portfeli. Każda z nich to dowód nie tylko na rosnącą profesjonalizację trzeciego sektora, ale – pośrednio – także na to, że wbrew obiegowym opiniom Polacy nie są nieczuli na potrzeby innych i, jeśli im to ułatwić, z chęcią dzielą się z potrzebującymi.

Ustawodawca przekazania jednego procenta nie ułatwił – wiąże się ono z koniecznością dokonania wpłaty samodzielnie, nie wystarczy wybranie organizacji. Warto to jednak uczynić, i to nie tylko ze względu na szczytne cele. Warto dać dowód na to, że ludzie sami potrafią organizować swoje życie i troszczyć się o innych, że nie nie zawsze i nie do wszystkiego potrzebują państwa... Ba, warto udowadniać, że w niektórych dziedzinach kosztowne pośrednictwo państwowego aparatu w ogóle nie jest potrzebne. Bo każdy jeden procent odliczony od podatku to nie tylko pieniądze trafiające bezpośrednio na dobry cel, ale też większa świadomość istnienia społecznych problemów i w konsekwencji większa szansa na poradzenie sobie z nimi przez społeczeństwo. Tego nie osiągnie się zwiększaniem podatków i zasiłków – wystarczy zaufanie do ludzkiej inicjatywy i wrażliwości, którym pomaga dobry, w każdym sensie tego słowa, marketing.


kubajanicki 2006-04-01 20:28:03
skomentuj (0)
Kompromis bez kompromitacji

Zastanawialiście się kiedyś, dlaczego w jednym bloku reklamowym można natrafić na reklamę-małe arcydzieło i reklamę-szczyt idiotyzmu?

- Bo reklama nie ma być fajna, tylko ma pieniądze zarabiać – można by odpowiedzieć, parafrazując pewną (fajną) reklamę. Dlatego ostateczny kształt każdej nadanej w telewizji czy puszczonej w prasie reklamówki jest wynikiem kompromisu pomiędzy oczekiwaniami działu marketingu firmy, dla której pracuje agencja reklamowa, i samej agencji.

Nie jest to przy tym kompromis polegający na tym, że firma chce reklamy głupiej, ale dobrze sprzedającej, a agencja mądrej, pięknej i artystycznej, więc robi się coś po środku. Spory dotyczą zwykle nie celu – ten jest jasny: zysk dla marki – ale środków, prowadzących do jego osiągnięcia. Ludzie marketingu, którzy całe swoje życie zawodowe poświęcają sytuacji jednej marki, więdzą o niej po prostu bardzo dużo – i sa przekonani, że reklama musi uwzględniać wszystkie te niuanse. Tymczasem w odróżnieniu od marketingowca, statystyczny konsument poświęci marce nie 40 godzin, a 30 sekund uwagi – dlatego docierający do niego przekaz musi być maksymalnie skondensowany i prosty.

Prosty – nie znaczy prostacki. Dlatego reklama, która bardzo prostą rzecz (np. 2 x więcej czegoś tam) komunikuje w bardzo przewrotny sposób (np. Dwóch Ali Babów i 80 Rozbójników) jest dobra, bo ciekawa w formie i przejrzysta w treści.

To właśnie odpowiednia równowaga pomiędzy formą i treścią jest kluczowa dla sukcesu reklamy – i to ona jest najtrudniejsza do osiągnięcia. Nie jest sztuką mieć najbardziej szalone pomysły, jak nie jest też sztuką posadzić przy stole dwie kobiety i kazać im na zmianę wymieniać zalety produktu. Sztuką jest stworzyć reklamę skuteczną komunikacyjnie i ciekawą dla odbiorcy... Banał? To kiedyś spróbujcie.


kubajanicki 2006-02-19 21:54:35
skomentuj (3)
Niskich lotów ciąg dalszy

Początek roku niebywale pracowity, dlatego jedynie małe post scriptum do poprzedniej notki. Otóż kolejna firma AGD RTV - nazwy z litości nie wymienię - postanowiła popisać się swym niezrównanym poczuciem humoru, prezentując na billboardach w Krakowie hasło „O KUR...A! JAK TANIO”, w którym literkę pomiędzy R i A zasłania rysunek kury.

Z całości tzw. layoutu jednoznacznie wynika, jaka literka została zasłonięta i o co tak naprawdę chodzi. Ja niestety powoli przestaje się orientować o co chodzi, nie pozostaje mi więc nic innego, jak życzyć branży AGD i RTV trochę kultury, a Wam wszystkim - Najlepszego w Nowym Roku!

kubajanicki 2006-01-02 20:43:37
skomentuj (1)
Blogi
Mój nowy blog
Blog Brief Blog zasłużonego magazynu "Brief"
reklama.blog.pl Ice reklamy komentuje, chwali, gani i ocenia

Praca
OPUS B Agencja Reklamowa Moje obecne miejsce pracy
Instytut Rozwoju Reklamy Moje poprzednie miejsce pracy

Marketing
Trendwatching.com Bywać tu - to znaczy być na bieżąco
Brand Republic Serwis środowiskowy, wyczerpujący i niestety płatny
Guerilla Marketing Prawie wszystko o marketingu partyzanckim - jak się wyróżnić przy niewielkim nakładzie środków?
All About Branding Oprócz ciekawych artykułów sporo rekomendacji książkowych
Brand Channel Mój ulubiony serwis o brandingu - spostrzeżenia tak trafne, jak funkcjonalność przejrzysta
MarketingProfs Ciekawy serwis marketingowy - trochę chaotyczny, ale zawiera mnóstwo pożytecznej wiedzy
Jack Trout Home Jack Trout to kolejny marktingowy guru, współtwórca koncepcji pozycjonowania
Ries & Ries Consulting Strona pary - ojca i córki - wyznaczającej trendy w marketingu.
Free Website Counters
Free Hit Counter